wtorek, 15 sierpnia 2017

Montagne de Liausson

Gdy byłem tutaj w tamtym roku to wiedziałem, że jeszcze tutaj wrócę. Marzył mi się wschód na tej górze, ale tak jakoś nie mogłem się zebrać. Wschód słońca wymaga zarwania prawie całej nocy oraz dużego zaangażowania, potrzebowałem impulsu. Nie mogłem spać, coś mi spać nie dawało, po raz kolejny pragnąłem zapomnieć, uciec od tego wszystkiego, od tej gonitwy za szczęściem, prawie biegłem na tę górę. Bałem się iść w ciemności, ale ten strach czasami może zastąpić inne myśli, bo znów się pogubiłem i znów szukałem rozwiązania. Nie wiem co, ale coś jest w tych wschodach słońca, przez te kilka minut przenoszę się do swojego świata i chyba tylko wtedy mam czego chcę, do czego dążę, to o czym marzę, przez te kilka minut nie potrzeba mi nic więcej, chyba dlatego to robię.












środa, 9 sierpnia 2017

Dorel

Wielu spotkałem już ludzi na swej drodze w życiu. Z jednymi się tylko przeminąłem, inni pozostawiają w sercu ślad na zawsze. Niektórym wystarczy popatrzeć w oczy i nie trzeba nic więcej, by przekonać się, że ta relacja wniesie coś do Twej egzystencji. Taki jest Dorel, spokojny, uśmiechnięty, ma pasję i prawdziwie mu z oczu patrzy. Poznaliśmy się kilka lat temu, biegałem wtedy z aparatem w turystycznej miejscowości, aż nagle podszedł do mnie mężczyzna w ciemnych okularach i się ze mną przywitał. Okazało się, że jest to mój sąsiad z campingu na którym mieszkaliśmy wspólnie. Wiele razy rozmawialiśmy wieczorami, niestety głównie pomagał nam w tym translator, dziś jednak gdy się spotkaliśmy, wystarczyły proste słowa i to szczere spojrzenie, kilka zdań czy wszystko w porządku i kilka miłych słów, wartych miliony. Pamiętam jak kiedyś powiedział mi, że ja jestem inni niż wszyscy Polacy tutaj, że jako jedyny przychodzę się przywitać, Dorelku my jesteśmy podobni, dlatego się poznaliśmy.







niedziela, 6 sierpnia 2017

Nadszedł taki czas, że wypady w góry zostały zastąpione pobliskimi, krótkimi wyjazdami. Wiedziałem, że to prędzej czy później nastąpi, samopoczucie nie daje mi już szans na poświęcenie weekendu, by zamiast wypocząć, zarwać nockę i prawie cały dzień, a w poniedziałek znów do pracy. Nie mówię jeszcze sobie nie, przyjdą chłodniejsze dni i może wtedy będzie lżej. Dochodzi do mnie, że potrzebuję tego, że chcę tak żyć, odkrywać miejsca jakich nie widziałem, to jest jak nałóg, więc jestem uzależniony. Lubię patrzeć przez wizjer aparatu, wycinać kadry od rzeczywistości, zatrzymywać czas i pokazywać świat nie taki jaki jest, ale jakiego ja chcę go widzieć. To rozwija wyobraźnię, to ciągłe planowanie, szukanie, układanie kadrów w głowie, coś idealnego dla tak niespokojnej duszy jak moja.

Brak mi ostatnio motywacji. Jak gdzieś jeżdżę, to głównie po to, by odpocząć. Tak, jestem już zmęczony, ale na pewno nie chcę mimo to zaniedbywać tej pasji dostrzegania chwil pięknych dla oka, ale i zarazem bardzo ulotnych. Zamiast siedzieć na dupie i czasami tylko się wkurzać, to wolę robić właśnie to, bywać w miejscach w których bywam, tym się zachwycać, wolę robić to niż bezczynnie zastanawiać się co ze sobą zrobić i marnować tak czas. Są chwile, że już mam dość niektórych spraw, chciałbym wtedy wsiąść do auta i odjechać, bez względu na rezultat, ale jednak jeszcze zdrowy rozsądek nakazuje pozostać.