sobota, 1 września 2018

Bieszczadzki klimat

Pomysł długiej wędrówki w Bieszczadach prześladował mnie i Bartka przez kilka tygodni, ale w końcu udało się wyrwać i pojechać, a najważniejsze wstrzelić w pogodę. Wybraliśmy dość długi szlak, ale rozłożony na dwa dni, uwzględniając zachód na Tarnicy i wschód na Haliczu. Ostatnio zauważyłem, że bardzo dobrze chodzi mi się na długich szlakach, ale za to coraz ciężej mi na barkach z ciężkim plecakiem, jak tylko wyciągam z plecaka sprzęt, od razu czuję ulgę. No cóż, to jest cena jaką muszę płacić za to co lubię robić i jest już to wpisane w moje wędrowanie. W górach czuć, że zbliża się jesień, po zmroku robi się zimno. Nie zdążyłem na taki typowo letni wyjazd, za szybko mi to lato jakoś uciekło. Teraz przede mną jesień, moja ulubiona zdjęciowa pora, na pewno będę polował na piękne kolory i zapewne znów w Bieszczadach. Tymczasem zapraszam do oglądnięcia zdjęć z ostatniego wyjazdu.























poniedziałek, 16 lipca 2018

Poranek na Sokolicy

Jak zwykle z opóźnieniem i to dość sporym, ale mimo wszystko staram się zamieszczać tutaj zdjęcia z wszystkich wyjazdów. Tym razem na zakończenie wiosny, wybraliśmy się w Pieniny na Sokolicę. Aura była ciekawa i można było delektować się widokiem mgieł nad Dunajcem. Tatry początkowo były słabo widoczne, ale z minuty na minutę coraz bardziej wyraźne. Reliktowa sosna jak górowała nad przepaścią, tak nadal sobie rośnie i dumnie tworzy pierwszy plan panoramy. Niestety sprzęt miałem nie do końca sprany i wnikliwe oko dojrzy to na zdjęciach, ale mimo wszystko zdecydowałem się je zamieścić. Dzięki Łukaszu za spontaniczny wyjazd, nawet takie szybkie wypady są potrzebne.













piątek, 6 lipca 2018

Włochy i Austria

Wiem, że dawno mnie tutaj nie było i że blog już pachnie starością, ale ciągle nie mam czasu żeby odświeżać go wpisami. Czy to jest dobra wymówka? Chyba nie, ale jednak zawsze jak coś robię to wolę dopiąć priorytety do końca, by spokojnie zacząć z przyjemnościami. Mam dziś za to coś specjalnego, taką petardę, na której widok nawet mi szybciej bije serce. To był kolejny fotoklubowy wyjazd, planowo w Dolomity, ale w trakcie biorąc pod uwagę prognozy, troszkę się pozmieniało. Samo to słowo "Dolomity" brzmi konkretnie, a samo miejsce jest wyjątkowe. Ten wyjazd też był dla mnie wyjątkowy pod jednym względem, ale niech to pozostanie sekretem i nada zdjęciom rąbka tajemniczości. Zbiór zdjęć poniżej, to duża część trekkingu, bo z takim nastawieniem tam jechałem i cieszę się, że udało się to zrealizować. Lecz nasz pobyt w Dolomitach i to co widzieliśmy, to tylko mała część, dlatego one jeszcze na mnie czekają, by kiedyś zrealizować inne cele. W kolejnych dniach przemierzając Przełęcz Timmelsjoch (2509m n.p.m.), łączącą Włochy z Austrią, zatrzymaliśmy się na posiłek i dłuższy spacer, by później już po drugiej stronie granicy w Austrii trafić nad urocze jezioro Achensee, gdzie również można było się zmęczyć na pobliskich szlakach. Ostatnim punktem przejazdowym było miasto Hallstatt, na pewno przez większość z Was kojarzona z Austrią, puzzlami, czy pięknymi zdjęciami z internetu, to był taki must-see na drodze powrotnej do domu. Poniżej bardzo wiele zdjęć, ale jak już pisałem, ma to być petarda! Miłego oglądania i do zobaczenia.