piątek, 16 listopada 2018

65 kilometrów jesiennych Karkonoszy z buta

Dokładnie w rok, w tych samych dniach listopada, tym razem we dwoje, wybraliśmy się na długi trekking od schroniska do schroniska w Karkonosze. Jesień i tym razem mnie nie rozczarowała i choć wiele ważnych punktów Karkonoszy widziałem po raz drugi, to 3/4 trasy przeszliśmy innymi szlakami, wcale nie gorszymi, po prostu innymi. Potrzebowałem, takiego trekkingu, uwielbiam to, mieć wszystko gdzieś, zapomnieć jaki jest dzień, tym bardziej u boku najbliższej osoby, z aparatem w dłoni, przepiękna sprawa, chcę tak przez życie iść. Co do kilkudniowych wyjazdów w góry, to jest jeszcze jedna tego zaleta, jeśli chce się poznać jakieś góry, to nie wystarczy wyjść na najwyższy szczyt, trzeba troszkę pochodzić, by zobaczyć jak jednak krajobraz potrafi być zmienny w różnych częściach danego pasma. Jedyne na co muszę ponarzekać, choć nie chcę, to panująca atmosfera w "Samotnii', w tym przepięknym, klimatycznym i zabytkowym schronisku. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem bywając w schroniskach, banda hołoty zrobiła sobie imprezę, przybyli tam tylko po to, żeby się upodlić i nikt nie mógł na to nic poradzić, przez co praktycznie całą noc nie przespałem, mimo zmęczenia po wcześniejszej nieprzespanej nocy w drodze. I to jest to coś co mnie martwi, że ludzie mylą góry i schroniska ze spelunami, chodzą tacy figo-fago wylansowani i myślą, że są najważniejsi, nie zwracając uwagi na innych. Musiałem tych kilka słów na koniec napisać, bo nie zdzierżę, bo takie mam odczucia, z którymi jednak nie walczę, bo z tym nie wygram, tak już jest. Pomijając to schronisko, ogólnie było pięknie i miło, poznałem wspaniałych ludzi na wschodzie słońca, którzy bardzo nas zainspirowali, to jest najpiękniejsza pamiątka z tego wyjazdu. Jeśli to czytacie, to właśnie Was pozdrawiam.